Skip to main content Scroll Top

Infradźwięki z wiatraków szkodzą zdrowiu? Sprawdzamy

pexels-einfoto-3704600.jpg

Author(s): Demagog.pl

Wokół wiatraków narosło wiele niejasności i obaw. Pojawiają się krytyczne głosy, że zagrażają one zwierzętom, są nieekologiczne, nieefektywne lub emitują hałas niekorzystny dla zdrowia ludzi – wszystko to weryfikowaliśmy na łamach Demagoga.

W debacie pojawił się kolejny argument – zdaniem posła Włodzimierza Skalika z Konfederacji Korony Polskiej wiatraki generują infradźwięki, które szkodzą ludziom psychicznie i fizycznie. Stawianie tych urządzeń określił mianem eksperymentu będącego realizacją chorej ideologii. Jego post na Facebooku cieszy się dużą popularnością – do momentu powstania tej analizy otrzymał prawie 4 tys. polubień i ponad 500 udostępnień.

Cichsze niż samochód

Wbrew temu, co twierdzi polityk, nie istnieją jednoznaczne dowody na to, aby hałas generowany przez elektrownie wiatrowe był szkodliwy dla człowieka. Na taki wniosek wskazują dostępne badania z ostatnich kilkunastu lat (np. 1, 2, 3, 4, 5, 6). Na tym stanowisku stoją też polscy naukowcy: 

„W kwestii dźwięków emitowanych przez turbiny wiatrowe, zdecydowana większość naukowców jest zgodnych co do tego, że nie ma jednoznacznych dowodów na to, by hałas, w tym infradźwięki, których źródłem są elektrownie wiatrowe, wywierał negatywny wpływ na zdrowie lub samopoczucie człowieka” – czytamy w monografii „Elektrownie wiatrowe w środowisku człowieka” Komitetu Inżynierii Środowiska Polskiej Akademii Nauk (s. 191).

Autorzy cytowanej publikacji przyznają, że dla niektórych odgłosy pracy turbiny są dokuczliwe, ale dostępne badania wskazują na „brak wpływu hałasu słyszalnego na zmiany kliniczne badanych osób oraz na inne potencjalne zmienne” (s. 191). To znaczy, że wiatraki nie wpływają na zdrowie fizyczne. A wręcz przeciwnie – powołujący się na stanowisko Światowej Organizacji Zdrowia członkowie Polskiej Akademii Nauk wyjaśniają, że wiatraki mają pozytywny efekt, ponieważ w przeciwieństwie do konwencjonalnych źródeł energii nie generują zanieczyszczeń (s. 190).

Całe szczęście, że dźwięk turbin nie szkodzi, ponieważ na porównywalny lub nawet większy hałas z innych źródeł jesteśmy narażeni każdego dnia. Z badań wynika, że w odległości do 500 metrów od wiatraka poziom hałasu nie przekracza 35–40 dB (1, 2). To nieco więcej niż tykanie zegara (30 dB), ale mniej niż jazda samochodem (70 dB), przebywanie obok ruchliwej ulicy (32,5–63,5 dB) lub nawet rozmowa twarzą w twarz (60 dB).

To skąd ten dyskomfort?

Faktem jest, że obecność wiatraków w pobliżu miejsca zamieszkania wywołuje u niektórych irytację, a ta z kolei przekłada się na trudności ze snem czy pogorszenie nastroju – wspominają o tym przeglądy literatury naukowej z poprzedniej dekady (1, 2, 3). Naukowcy stawiają hipotezę, że źródło tego problemu może leżeć w psychice, a nie fizycznym wpływie wiatraków na ciało człowieka (1, 2, 3).

W 2014 roku grupa psychologów przedstawiła teorię, że przyczyną tzw. syndromu turbin wiatrowych może być siła sugestii i oczekiwań. W czasie badania, które przeprowadzili, dolegliwości zgłaszali tylko ci uczestnicy, którym zawczasu powiedziano o tym, że negatywne efekty mogą u nich wystąpić. Za to osoby, które nic o takich efektach nie wiedziały, nie doświadczały żadnego dyskomfortu. 

To nie sam hałas, tylko obawy przed nim

Na to, że symptomy mogą wynikać z siły sugestii, wskazują wyniki badania opublikowane w Australii w 2013 roku. Naukowcy przyjrzeli się skargom składanym przez osoby mieszkające w pobliżu farm wiatrowych – okazało się, że problemy znacznie częściej zgłaszały osoby, które przedtem słyszały lub czytały o potencjalnej szkodliwości turbin lub o ich rzekomym wpływie na zdrowie. 

Z tych i innych analiz można wyciągnąć wniosek, że prawdopodobną przyczyną dyskomfortu, irytacji i psychologicznych powikłań jest efekt nocebo. To przeciwieństwo efektu placebo: oznacza, że negatywnych efektów zdrowotnych doświadczy osoba, która się ich spodziewa. To nie oznacza, że same wiatraki są szkodliwe – problemem jest dezinformacja na ich temat.

Przeciwnie niż twierdzi polityk, ta kwestia nie jest ignorowana lub przemilczana w służbie ideologii. Dla przykładu, gdy obywatele Finlandii zgłaszali obawy dotyczące szkodliwości turbin, rząd zlecił realizację długoterminowych badań na ten temat. W ich efekcie w 2020 roku ukazał się raport, który potwierdził opisane już wnioski – przy zachowaniu wymaganych przepisów i standardów konstrukcji wiatraki nie mają negatywnego wpływu na zdrowie ludzi. Podobne wnioski wynikają z metaanaliz zleconych przez Federalny Urząd Środowiska Szwajcarii.

Infradźwięki – to nie spisek

Zacznijmy od wyjaśnienia – infradźwięki to fale dźwiękowe niesłyszalne przez człowieka. To oznacza, że nawet jeśli pominiemy aspekt hałasu, który ludzkie ucho wychwytuje, to nadal istnieją drgania, których doświadczamy, ale nie jesteśmy ich świadomi.

Zapewne na tej podstawie Włodzimierz Skalik twierdzi, że elektrownie wiatrowe to „eksperyment, na który NIKT się nie zgodził”, prowadzony na wsiach i miasteczkach. To nieprawda. Problematyka infradźwięków jest szeroko badana przez naukowców, również w kontekście turbin wiatrowych i ich potencjalnego wpływu na człowieka (np. 1, 2, 3, 4, 5). 

A jakie są wnioski? Infradźwięki z farm wiatrowych nie są szkodliwe dla zdrowia. Oznacza to, że choć nie słyszymy infradźwięków, to nie stanowią dla nas zagrożenia. Więcej o tym przeczytasz w innej naszej analizie.

Godny uwagi jest eksperyment opisany w 2023 roku w czasopiśmie naukowym „Environmental Health Perspectives”. Naukowcy zebrali grupę 37 osób wrażliwych na dźwięk, które nieprzerwanie przez 72 godziny były wystawione na jeden z trzech dźwięków: infradźwięki emitowane przez wiatraki, pozorne infradźwięki (grupa porównawcza) lub odgłosy ruchu drogowego (grupa kontrolna). Okazuje się, że u osób, które słuchały infradźwięków, nie odnotowano ani pogorszenia stanu zdrowia fizycznego, ani pojawienia się uciążliwości psychicznych.

Jedna sprawa, a nie szerszy trend 

Zdaniem polityka trybunały i sądy w różnych krajach podzielają jego obawy i stają po stronie ludzi, którzy doznali szkód zdrowotnych z powodu wiatraków. To nieco nietrafny wniosek.

Rzeczywiście w 2021 roku francuski sąd przyznał odszkodowanie parze Belgów, którzy skarżyli się na negatywny wpływ turbin wiatrowych na ich zdrowie. Włodzimierz Skalik pominął jednak fakt, że była to sprawa pojedyncza i precedensowa w skali Europy. Nie natrafiliśmy na żaden inny taki przypadek. Dodajmy, że sąd w uzasadnieniu wspomina właśnie o psychosomatycznej, czyli wynikającej z psychologicznych dokuczliwości, naturze symptomów doświadczanych przez parę (s. 14–15). Tym samym nie negujemy, że para doznała uciążliwości, ale nie ma wcale pewności, że ich przyczyną były fizyczne efekty działania turbin.

Równocześnie inny raport, przygotowany przez amerykański think tank Energy & Policy Institute zawiera odwrotny wniosek. Analiza akt sądowych z pięciu krajów – Kanady, USA, Wielkiej Brytanii, Australii i Nowej Zelandii – pokazała, że sądy nie przychylają się do zarzutów o szkodliwy wpływ farm wiatrowych na zdrowie (s. 7–9). Wyjątek stanowią przypadki, w których mowa o farmach wiatrowych, na których rzeczywiście odnotowano przekroczenie norm hałasu. Jest to jednak kwestia nieprzestrzegania przepisów, a nie samego źródła energii – co tylko stanowi potwierdzenie trafności regulacji.

Fact Checker Logo
Pierwotnie opublikowane tutaj.
Privacy Preferences
When you visit our website, it may store information through your browser from specific services, usually in form of cookies. Here you can change your privacy preferences. Please note that blocking some types of cookies may impact your experience on our website and the services we offer.